ALA

Czy druga połówka jest potrzebna do szczęścia?

By Alicja - grudnia 17, 2020

 

Niedawno z ust koleżanki, z którą nawet nie znam się zbyt dobrze, usłyszałam pytanie „Czy szukam partnera?”. Chwile później usłyszałam samą siebie pewnie odpowiadającą… NIE. W odpowiedzi na to zobaczyłam, jak oczy tejże koleżanki niemalże wychodzą na wierzch, a z jej zdziwionych ust usłyszałam: „Ale jak to?! Ale czemu?!” okraszone pięknym „Kto Ci wniesie lodówkę na 5 piętro?!”. I zupełnie szczerze, po raz pierwszy chyba sama sobie uwierzyłam, że tak właśnie jest – nie szukam partnera, bo najzwyczajniej w świecie jestem szczęśliwa. Niezależnie od tego, jaki jest mój status związku.

Boże Narodzenie czai się tuż za horyzontem, a wraz z nim mnogość pytań o  „drugą połówkę”, o to, kiedy sobie kogoś znajdziemy i cały ten festiwal przesłuchaniowy, którego efekt jest jeden – zakłopotanie. W ogniu pytań, które de facto nie mają jednej klarownej odpowiedzi, łatwo jest wpaść po uszy w rozmyślanie nad tym, czego nam brak i co z nami jest nie tak.

Jestem szczęśliwa będąc sama. Nie znaczy to, że w przyszłości nie planuje się wiązać czy dzielić z kimś życia. Znaczy to tylko tyle, że czuję się równie szczęśliwa sama zasypiając w dużym wygodnym łóżku, sama planując swoją przyszłość, sama spędzając wieczory czy też chadzając na spacery w pojedynkę. Nie zamykam się na wizję dzielenia tej przestrzeni życiowej z kimś innym, a już na pewno nie zamykam się na innych ludzi. Najzwyczajniej w świecie, nie czuje się z tym gorzej i nie uzależniam swojej pewności siebie od „drugiej połówki” obok.

Nie bez powodu tą „drugą połówkę” umieszczam w cudzysłowie, bo stwierdzenie to od dawna kojarzy mi się z jednym — z brakiem. Tak jakby singlom czegoś brakowało. Mam co prawda wszystkie ręce, nogi. Inne organy też chyba mam na miejscu w ilości wymaganej. Ba, powiedziałabym nawet, że mam więcej, niż miałam wcześniej. Nie szukam drugiej połówki, bo jestem równie wartościowa z nią, co i bez niej. Jestem całością.

Takie podejście to u mnie nowość. Nowość, która przychodziła do mnie stopniowo i jest efektem długiej pracy nad sobą… nad sobą albo nad tym na ile daje się ponieść temu co słyszę od innych. Bo jak się w kółko słyszy „Oo a ty znowu sama?” to bardzo łatwo jest szukać dziwnych związków przyczynowo skutkowych. Sama, bo ma za dużo / za mało w talii. Sama, bo za dużo / za mało zarabia, bo odnosi sukcesy (nie, to nie żart, tak też bywa). Sama, bo ma nie taki kolor włosów. Sama, bo źle gotuje. Sama, bo nosi za długie sukienki. Sama, bo za bardzo jej zależało (A może jednak za mało?).

Jeszcze niedawno sama tkwiłam w relacji, która podkopywała moją samoocenę, pewność siebie i to jak postrzegałam świat. Trzymałam jej się kurczowo, bo wizja życia znowu w pojedynkę wydawała mi się karą, na którą przecież niczym sobie nie zasłużyłam. Bo łatwiej było akceptować codzienne docinki na temat każdej fałdki na brzuchu niż postawić granicę. Z perspektywy czasu, pomimo ogromu zła, które ta relacja mi wyrządziła, wejście w nią nigdy nie będzie decyzją, której będę żałować. Będę natomiast wdzięczna, że ten etap życia mam za sobą, będę wdzięczna za wszelkie lekcje, które z niej wyniosłam. Czasem chyba trzeba rozpaść się na milion kawałków, zburzyć to, co się budowało, by na silniejszym fundamencie zbudować coś lepszego.

Trzeba też dużo odwagi, by zdecydować się na życie w pojedynkę i samemu poukładać sobie wszystko w głowie, zanim zdecydujemy się na jakieś głębsze relacje. Przymykanie oka na różnice, które prędzej czy później podzielą związek na pół, jest o wiele łatwiejsze. Na fali różnych emocji łatwo jest wybaczyć to, czym sami gardzimy, obserwując innych. Trzeba jeszcze więcej odwagi i siły, by pomimo motylków w brzuchu twardo stąpać po ziemi i poza uczuciami zwracać uwagę też na fakty. Od bycia samemu jeszcze gorsze jest otaczanie się ludźmi, dzięki którym czujemy się samotni jak palec.

Piszę o tym, bo wiem, że takich osób jest więcej. Bo wiem, że wciąż jeszcze mylimy ludzi samych z samotnymi. Bo wiadomo, że we dwójkę jest łatwiej. Rozpoczynając od zwykłej codzienności po podróże czy jakieś większe plany. Bo wciąż jeszcze myślimy, że tak jak w matematyce, w relacjach też zawsze 2 to więcej niż 1. A prawda jest taka, że jesteśmy tak samo wartościowymi osobami niezależnie od tego, kogo mamy u swojego boku. Zresztą jak to z szukaniem zwykle bywa – najlepsze zwykle przychodzi nieoczekiwanie.


Ala.

  • Share:

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Ważny temat. Dobrze, że go poruszyłaś. Grunt to być szczęśliwym samemu ze sobą, a relacje w których trwamy niestety często mogą nam szkodzić. Zgadzam się w 100%, że bycie singlem/singielką absolutnie nie oznacza samotności, ani trudnego lub nudnego życia - często jest to nawet lepszą opcją, a niektórzy nawet preferują taki styl życia :) Świetnie opisane! :) Serduszka dla Ciebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. K O C H A M ! Dziękuję Alu za ten post! ❤️

    OdpowiedzUsuń