Ulubiona kawa Michała Koterskiego.

By Asia - stycznia 07, 2019


W ramach wstępu do „Ulubionej kawy Michała Koterskiego” przyznać się muszę, że bardzo długo dzwoniło mi w uszach każde wypowiedziane słowo. Długo próbowałam ogarnąć to umysłem i serduchem, żeby nie zgubić żadnych emocji czy jakiejś ważnej myśli. Przez to rozmowa z dyktafonu przenosiła się tu tak długo… ale w ramach rekompensaty mogę zapewnić, że znajduje się w nim sporo życiowych sytuacji, sporo śmiechu i jeszcze więcej szczerości oraz kwestii osobistych.
Rozmowa odbyła się jeszcze przez premierą filmu „7 uczuć” Marka Koterskiego, dlatego na końcu rozmowy, za ostatnim pytaniem wyjątkowo znajduje się mały dopisek ode mnie.  



ASIA ZIÓŁKOWSKA: Teraz często się o Panu mówi, że Misiek Koterski zaczął „nowe życie”, więc proszę mi powiedzieć… Jak zacząć wszystko tak totalnie na nowo?
MICHAŁ KOTERSKI: Fajne to jest sformułowanie „nowe życie”. Powiem tak, szczerze mówiąc nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Jak się do tego zebrać? Trudno mi jest dawać jakieś rady, bo przez ostatnie lata nauczyłem się, że nie ma co dawać rad. Jedyne co można robić, to robić swoje, dzielić się swoim doświadczeniem i po prostu ludzie albo mogą z tego czerpać, albo nie. Mówię tak o tym dlatego, bo sam przez wiele lat tych rad nie słuchałem i one na mnie nigdy nie działały.
ASIA: Skoro nie były to rady, to co takiego zadziałało?
MICHAŁ: Bardziej działało na mnie czy świadectwo czy działanie innych osób… a jak to się u mnie zadziało? Tylko chyba wie to Ten u góry, bo ja nie potrafię na to dokładnie odpowiedzieć, nie potrafię tego w pełni sformułować. W każdym razie mogę powiedzieć, że moje życie było bardzo burzliwe i nie mogę powiedzieć, że żałuję tego życia, bo dzisiaj wiem, że ono tak musiało się potoczyć. Musiało tak być,  żebym ja dotarł do tego miejsca, w którym jestem. Gdyby nie te wszystkie wydarzenia, to nie zebrałbym tych wszystkich złych doświadczeń i nie miałbym z czego czerpać teraz. Mam takie poczucie, że człowiek przede wszystkim uczy się z własnych doświadczeń i przyszedł taki dzień, że już naprawdę byłem zmęczony swoim życiem.
ASIA: Co dokładnie kryje się za tymi słowami? Dość mocnymi słowami.
MICHAŁ: Po prostu nie miałem siły już dalej tak żyć. Wiele, wiele razy oszukiwałem się, że chcę tak żyć, aż w końcu przyszedł taki dzień, że może Pani wierzyć albo nie, po prostu klęknąłem na kolanach i prosiłem Boga z całych sił, bez licytowania się… bo wcześniej miałem taki moment, że prosiłem Pana Boga „Panie Boże jak mi pomożesz to będę taki, taki i taki”. Tak się licytowałem i rzeczywiście- w moim życiu się poprawiało. A jak się poprawiało, to ja zapominałem i dalej robiłem swoje. Często tak prosiłem Boga a jak wstydziłem się już Boga to modliłem się do Chrystusa i mówiłem to samo: Chrystusie pomóż mi a jak Ty mi pomożesz….  A kiedy już Chrystusa tyle razy oszukałem, to było mi głupio i zwracałem się do Matki Boskiej i głupio mi było ciągle Ich oszukiwać i ciągle prosić, bo rzeczywiście oni ciągle pomagali a ja ciągle się licytowałem i oszukiwałem.  
ASIA: Aż w końcu...
MICHAŁ: Przyszedł dzień- 4 grudnia, ponad 4 lata temu. Poczułem takie ogromne zmęczenie i to jakoś tak wpłynęło na mnie, że powiedziałem: „Panie Boże, pomóż mi.  Po prostu daj mi siłę na to żebym ja się wyrwał z tego wszystkiego, co było złe w moim życiu.”.  I tak się po prostu stało. Obudziłem się następnego dnia i poczułem taką ogromną siłę, coś takiego- takie uwolnienie od tych wszystkich różnych rzeczy, które w tamtym momencie mnie wiązały. Poczułem, że jestem wolny, że nie mam obsesji picia, brania i w ogóle tego całego uwiązania, w którym żyłem.
ASIA: Ale tak po ludzku rzecz biorąc, to chyba trudno jest tak zerwać z tym wszystkim, w dodatku w krótkim czasie.
MICHAŁ: Myślę, że to wszystko wymaga chęci i dokonania wyboru, że już się nie odwracam. Ciężko jest się pożegnać z niektórymi rzeczami. Niektóre są bardzo przyjemne, niektóre dają nam takie różne momenty uniesień, ale często trzeba zapłacić za to w życiu wysoką cenę. Trzeba się wtedy zdecydować czy jestem w stanie żyć bez tych przyjemności. Przyjemności, które oferują mi takie momenty uniesień, ale z drugiej strony wystawiają ogromny rachunek i ciągnął mnie w dół.
ASIA: No dobrze. To pozwolę sobie zapytać o te niektóre rzeczy. Jeśli jednak będzie to zbyt osobiste pytanie albo w ogóle „zbyt” jakieś to proszę się nie gniewać tylko mnie kopnąć.
MICHAŁ: Nie no… to umówmy się, że ja po prostu wtedy nie odpowiem. (śmiech)
ASIA: No dobrze, więc prosto z mostu: czy łatwo jest się uzależnić?
MICHAŁ: Wie Pani, to pewnie trzeba zapytać specjalistów. Ja nie jestem specjalistą, ale właściwie mogę powiedzieć o swoim doświadczeniu. Mi było łatwo. Widocznie miałem do tego predyspozycje.  Sięgnąłem po alkohol i narkotyki w bardzo młodym wieku. Miałem 13 do 14 lat i po prostu uzależniłem się od razu.
ASIA: To może zostawmy już przeszłość i skupmy się na tym co teraz. Jakie uniesienia towarzyszą Panu teraz? Nie chcę zapytać o nic złego… Pytam tak najzwyczajniej czy są to na przykład uśmiechy synka- Frylka czy może czas spędzony z Ptysią- bo chyba tak Pan mówi na swoją wybrankę Marcelę, jeśli się nie mylę?
MICHAŁ: Tak, tak. Frylek i Ptysia. Nie ukrywam, że już same narodziny Frylka były takim wielkim uniesieniem; że tak powiem: nie ma takich substancji na świecie, które byłyby w stanie zastąpić radość i uniesienie z powodu narodzin dziecka. Ja przez kilka dni po narodzinach czułem taką euforię, że zwyczajnie myślałem, że sobie z nią nie poradzę. To był taki haj… tego naprawdę trzeba doświadczyć, żeby zrozumieć o czym ja mówię. To był naprawdę niesamowity dzień.
ASIA: Był Pan przy porodzie?
MICHAŁ: Byłem przy porodzie i to ja pierwszy wziąłem go na ręce. Oczywiście… nie ujmuję roli mojej Marceli. (śmiech) To są właśnie te momenty prawdziwej euforii w życiu a potem się zaczęło…
Z dzieckiem jest już tak, że coś chce i tak naprawdę nie wiadomo co chce, bo że tak powiem-  nie wyraża swoich potrzeb w znanym nam języku. Tak więc to wszystko wiązało się z lękiem: Co mu się dzieje?  Czemu płacze? Jak możemy mu pomóc?  Wiadomo, że chce się żeby to dziecko nie cierpiało, bo płacz kojarzy nam się z cierpieniem.  Tak zaczęła się długa droga uczenia się jak to będzie, co on lubi, jaki ma rytm, o której śpi, kiedy chce jeść, kiedy trzeba zmienić pampers, więc to było bardzo, bardzo trudne.  Jak już tego się nauczyliśmy i to się stało łatwiejsze, to teraz co innego jest trudniejsze. Oczywiście są te piękne uśmiechy, ale tak to w życiu już jest, że to są momenty.
ASIA: Żeby dobrze zrozumieć…. w jakim sensie momenty?
MICHAŁ:  Ja już się przekonałem, że w życiu jest super- to są takie momenty, ale generalnie życie polega na ciężkiej pracy i wcale nie jest pasmem codziennych radości. Tylko to takie zmaganie się z samym sobą, z przeciwnościami losu, ale żyje się dla tej chwili. Tak jak śpiewał Rysiek Riedel „W życiu piękne są tylko chwile…” i właśnie dla tych chwil żyjemy.
ASIA: Czy można powiedzieć, że Frylek pomaga się Państwu bardziej poznać, dotrzeć? Kiedy jesteśmy już przy chwilach i momentach to samo nasuwa się pytanie o życie rodzinne, bo nie jest to tajemnicą, że dosyć szybko potoczyła się Państwa historia miłosna i założenie rodziny.
MICHAŁ: Ręka Boga (śmiech). No dosyć szybko musieliśmy siebie poznać, ale że tak powiem- na szczęście dziecko nie rodzi się od razu, tylko było te 9 miesięcy. Było te 9 miesięcy i jeszcze dosłownie 2 miesiące od naszego poznania, czyli tak naprawdę niecały rok mieliśmy żeby się dotrzeć.


ASIA: To dużo i niedużo. Jak się Państwo odnaleźli w takiej sytuacji?
MICHAŁ: Mieliśmy taki przyspieszony kurs związku a jak wszyscy wiemy bycie w związku to jest ciężka, ciężka praca.  I powiem, że tak troszkę mam taki wyrzut czy taką pretensje do czasów dzieciństwa, że tak się mówi, że miłość Cię uzdrowi.  Czy filmy jak są o miłości to nawet jak tam mają jakieś perypetie, to jednak kurcze zawsze są razem i żyli długo i szczęśliwie. Okej, super. Tylko kurde, nikt nie pokazuje co to znaczy,  te „długo i szczęśliwie”.  Wszystkie filmy opowiadają o tym, jak ludzie się poznają, jak rośnie ta miłość i jak są razem, ale nikt nie pokazuje tego, jaką ta miłość jest ciężką pracą.
ASIA: A co dla Pana znaczy miłość? I czy taka miłość bardzo różni się od tej filmowej?
MICHAŁ:  Na miłość składa się wiele „rzeczy”, między innymi poświęcenie, rezygnacja z siebie, jakąś sztukę rozmowy, negocjacji i tak dalej i tak dalej. Ta filmowa tak samo wygląda nawet w szkolnej  literaturze, że właśnie ta miłość jest taka ogromna i tak uzdrawia bohaterów.  To jest wszystko super i ja to wszystko popieram. Tylko nikt nas nie uczy w szkole jak poradzić sobie z tą miłością, nikt nas nie uczy tego, że miłość to jest przede wszystkim poświęcenie. To trochę jak z pielęgnowaniem kwiatka: on nie tylko jest piękny i można na niego popatrzeć, że jest taki piękny, tylko trzeba codziennie go podlewać, przyglądać się i tak dalej. Tak samo jest z miłością- o nią trzeba codziennie, codziennie walczyć.  Codziennie się uczyć i codziennie się nią opiekować. Myślę, że przez to właśnie jest dużo rozwodów, że my jesteśmy przyzwyczajeni do tej miłości, która jest w brzuszku, jest fajnie, jest moment chemii i są chwile uniesień. A wszyscy dobrze wiemy, bo na pewno każdy z nas był zakochany, na pewno też Pani wie pani o czym mówię… że przychodzi taki moment i nagle cyk i nie ma tego uczucia w brzuszku, tej chemii i nie wiadomo czego i wtedy człowiek się zastanawia „Czy ja przestałem kochać?”.  A to wcale nie jest tak, że przestałem kochać. To najgłupsze, co można pomyśleć. Moim zdaniem to jest tak: poznaliśmy się, zakochaliśmy się, ale teraz zaczyna się ta ciężka praca i to też jest coś fajnego, ale teraz też zaczyna się sprawdzian dla tego związku. Ale jak to Pani  powiedziała na początku, w tym „nowym życiu” dużą rolę odgrywa Bóg i też sobie myślę, że on wiedział lepiej ode mnie co robić i w tym wszystkim nam pomaga.
ASIA: Pozwolę sobie skomentować, że nieźle Bóg Pana obdarza… nie dość, że jest ten wspaniały pierworodny synek, to jeszcze Pana miłością, wybranką jest modelka.
MICHAŁ: No tak kobieta- modelka to jedno, ale już życie mnie nauczyło, że piękno nie wystarczy w życiu. Dużo pięknych rzeczy w życiu miałem, ale one nie załatwiają tej codzienności. Za tym pięknym człowiekiem nie kryje się tylko wygląd… tylko to codzienność, że ja wstaję rano i chcę spędzić czas z tą osobą, że my się dogadujemy, że my się przede wszystkim lubimy. Ale tak naprawdę przede wszystkim dla mnie ważne jest to czy jak ja ją kocham, to czy ona czuje się kochana. Oczywiście wiadomo, że dla nas facetów ta uroda jest ważna, bo jesteśmy wzrokowcami. Każdy oczywiście ma inne pojęcie tej urody, ale generalnie przede wszystkim liczy się to wewnętrzne piękno. Myślę, że Bóg mnie obdarował taką wyjątkową osobą która nie piję alkoholu, która nie stwarza zagrożenia. Nie chodzi o to, że ona musiała być alkoholiczką. Tylko chodzi o to, że nawet ona nie pije nawet lampki wina do kolacji, że u niej w domu się nie pije. To niby nic takiego, ale dla mnie to naprawdę wiele znaczy.
ASIA: Skoro mówimy o Bogu… przeczytałam ostatnio gdzieś w sieci, że nie przepada Pan, gdy w wywiadach nikt nie zapyta o życie zawodowe tylko pytania przesycone są generalnie samą „prywatą”- o przeszłość, o kobietę, o Boga.
MICHAŁ: Ja nie mam problemu z rozmawianiem o Bogu, bo jestem Mu po prostu wdzięczny, ale też mam czasami dosyć tej dziennikarskiej pompy.
ASIA: Ufff, my na szczęście tak po prostu rozmawiamy, bez pompy i takich tam. Dlatego, jeśli zechciałby Pan coś zdradzić o zawodowych planach i marzeniach, to byłoby mi bardzo miło.
MICHAŁ: Ja celuje wysoko. Moim marzeniem jest zdobycie Oskara. Ja wiem, że go zdobędę, tak jak wiedziałem, że w ogóle spotkam miłość mojego życia, że będziemy mieli razem wspaniałe dziecko. To były moje marzenia, które ja zdmuchnąłem na świeczce, które Bóg wysłuchał. Wydaje mi się więc, że trzeba prosić Boga i marzyć. I takim moim zawodowym marzeniem jest zdobycie tego przysłowiowego Oskara.
ASIA: I co robić, żeby te prośby i marzenia zostały wysłuchane?  
MICHAŁ: Ja wizualizuję te marzenia i podążam za nimi. Proszę Boga, tak szczerze mówię o czym marzę i mam wrażenie, że on się nad tym pochyla. Ja wiem, że tu- zawodowo się cuda nie zdarzą, ale ja wkładam w to wszystko ciężką pracę. Moim marzeniem było zagrać w teatrze. I zagrałem. Najpierw małą rolę w teatrze w komedii we Wrocławiu, potem główną rolę w takim kultowym spektaklu Mayday 2 ze świetną obsadą, potem kolejną i kolejną… Ja wtedy wiedziałem, że zrobię to najlepiej jak potrafię, bo wiedziałem że to jest moje marzenie.
ASIA: Bardzo ciężko było przejść te drogę, by być w tym miejscu?
MICHAŁ:  Ja jestem chłopakiem, który wychował się w Łodzi na blokowiskach. Wiem, że gdybym ja tak nie marzył to nawet mój ojciec- reżyser by dla mnie tych wszystkich ról nie skonstruował, bo by mu życia na to nie starczyło. A ja marzyłem mimo tego, że wszyscy mi mówili „Weź ty się puknij w głowę bez szkoły aktorskiej i bez żadnych studiów, gdzie Ty będziesz grał w teatrze…”.  Gdybym słuchał tego wszystkiego, co się dzieje wokół mnie, to pewnie nigdzie bym nie zaszedł. Staram się tego nie słuchać, tylko słuchać tych własnych marzeń i za nimi podążać. Po serii tych spektakli, o których wspomniałem zadziało się coś wyjątkowego. Po ostatnim spektaklu, na który przyszedł mój ojciec,  podszedł do mnie i powiedział „Chciałem Ci zaproponować główną rolę Adasia Miauczyńskiego w moim filmie.” . A ja zawsze patrzyłem, jak ci kultowi Adasiowie grali w każdym w filmie mojego ojca. Patrzyłem na tych świetnych, genialnych aktorów i przyznam, że tak w głębi duszy zawsze marzyłem, że kiedyś może ja zagram tego Adasia Miauczyńskiego. Gdzieś to w głębi duszy miałem, że kurde wiem jak to zrobić, wiem jak to zagrać. Wiedziałem, że zrobiłbym to najlepiej jak potrafię. I powiem tak: czasami trzeba uważać, co tam sobie człowiek marzy, bo był dla mnie taki szok. To tak nagle na mnie spadło, że przyznam szczerze-  troszkę mi ten lęk towarzyszył, gdy dowiedziałem się jaka jest plejada gwiazd, która jeszcze nigdy nie spotkała się w takim składzie razem i ja tam z nimi grający główną rolę. Zrobiłem wszystko co mogłem zrobić w tym kierunku, żeby zrobić to jak najlepiej a widzowie ocenią. Moje marzenie się spełniło.
ASIA: I co dalej? Co teraz? 
MICHAŁ: Teraz przygotowuję się do kolejnego spektaklu a nawet dwóch. Jednego, takiego kultowego czyli „Dnia Świra”, ale w postaci musicalu, gdzie będę śpiewał. Jest to dla mnie trudne, ale nigdy nie śpiewałem.  Z resztą ja uważam również, że kto nie ryzykuje to się nie dowiaduję, po prostu- nie uczy się pewnych rzeczy. Bo ja też mam prawo dać dupy- za przeproszeniem. Może to być klapa, ale jeśli ja tego nie wezmę, to będę całe życie się zastanawiał jak by to było. Ja jednak wolę odnieść porażkę lub sukces niż nic nie zrobić. To są dopiero 4 lata mojego „nowego życia” a już tyle zawodowo się zadziało… już nie wspomnę o prywatnych sprawach, bo to jest dopiero kosmos!
ASIA: To niezłe określenie, bo zlepek tych wszelkich wydarzeń obserwowanych z boku, to naprawdę kosmos!
MICHAŁ: Każdy może uważać, co chce. Może się ze mnie każdy śmiać, ale ja uważam jedno i to jedno będę powtarzał i to jedno polecam każdemu: podążajcie ze swoimi marzeniami.
ASIA: Po takich słowach wiemy chyba wszystko co najważniejsze, więc pozostaje mi zapytać już tylko o jedno… Jaka jest Pana ulubiona kawa?
MICHAŁ: Moja ulubiona kawa to jest czarna bez mleka z dwoma łyżkami cukru. Dostałam od mojej narzeczonej taki samowarek do kawy i takie kopnięcie z tego jest niezłe i ja sobie tam zaparzam czarną kawkę codziennie i pyszna jest.
ASIA: Zaparzam, wypijam i idę z tym kopnięciem codziennie w świat walczyć o marzenia?
MICHAŁ: Tak! Dokładnie tak jest, jak Pani mówi.

Parafrazując: Koniec i bomba, a kto nie widział filmu ten trąba! 

                                                                                                       




  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze