Samochodem na zagraniczne wakacje- zdjęcia, wspomnienia i potrzebne informacje.

By Asia - sierpnia 02, 2018

| travel | austria | chorwacja | wakacje |


Opowiem Wam jak wyglądały moje podróże do bajkowego świata. Bajkowy świat może być wszędzie, może być na Mazurach, może być na Malediwach… mój bajkowy świat jest w Chorwacji. To właśnie tam znalazłam swój wymarzony ląd, do którego uciekam myślami w zimowe wieczory, który oglądam na zdjęciach w trudnych chwilach, który odwiedziłam już trzy razy… aż w końcu postanowiłam opowiedzieć moją wakacyjną bajkę.
Dzisiaj rozdział pierwszy: Cel podróży będzie piękny, ale to za mało… niech więc podróż będzie przygodą. Wakacje stają się bajką tylko wtedy, jeśli zaczynamy urlopowy zachwyt od przygotowań i wyjścia z domu, a nie od początku rezerwacji w danym miejscu.
Tak to wygląda w mojej główce. 😊

Na taki wyjazd (we więcej niż jedna czy dwie osoby) poniosła nas czterokołowa mechaniczna kareta, która była bardziej ekonomiczna niż metalowy podniebny ptak z widokiem na chmurki.
Wszystkie księżniczki wybierając czterokołowy środek transportu mogą pozwolić sobie na więcej bagaży a wszyscy książęta mogą stać się królami szos (zwłaszcza na zagranicznych drogach ekspresowych).


| instax | aparat | wakacje | planowanie |


| w trasie | wakacje | austria | czechy | chorwacja


Auto- zwane wyżej karetą, może być dobrym wyborem dla rodzin z małymi dziećmi, które po prostu pakują walizki i wózki pod sufit i zatrzymują się gdzie potrzeba, a nie rozpoczynają i kończą urlop z tobołami w rękach niczym tabor cygański podczas letniej trasy koncertowej.

Wracając do mojej bajki… gdy piszesz bajkę samodzielnie musisz pamiętać o każdym szczególe by w trakcie nie było załamania nastroju jak w kreskówkach i na koniec tragedii jak w dramatach. Co mam na myśli? Wybierając biuro turystyczne wchodzimy do zaplanowanej bajki i tańczymy tak jak autor zagra. Tworząc ją sami bierzemy na siebie dodatkowe obowiązki, ale sami decydujemy co i jak.
 
Zanim książę stał się królem szosy musiał najpierw zrobić przegląd swojej "karety", spakować do niej koło zapasowe (na nagłe potrzeby polecamy również "magiczny spray" ratujący oponę), gaśnicę, ubezpieczyć auto (assistance- nie jest obowiązkowe, ale warto!) i na wypadek wycieczki czy przejazdu przez Bośnię i Hercegowinę wyrobić zieloną kartę. Poczytał o przepisach obowiązujących za granicą, więc dla pewności zdjął kamerkę samochodową i CB radio, bo nie w każdym kraju jest to legalne a w niektórych potrzeba pozwolenia. W zamian za to spakowano kamizelkę odblaskową dla każdego pasażera i trójkąt ostrzegawczy (podczas naszego pierwszego wyjazdu za brak kamizelek podczas kontroli można było wyrwać mandat; teraz tego nie sprawdzamy- po prostu zabieramy ze sobą).

Zanim ruszamy w trasę dbamy o nasze ubezpieczenie, by w razie nieszczęścia oprócz spokoju nie stracić też fortuny na leczenie. Wyrabiamy również bezpłatne karty EKUZ, które podobno nie wiele pomagają w ekstremalnych sytuacjach, ale że nie jest to przywilej królewskiego rodu a każdego, kto posiada ubezpieczenie zdrowotne (co więcej: wydawane są od ręki!). 
W zależności od tego z którego miejsca Polski ruszamy i co chcemy zobaczyć podczas naszej przygody, mamy do wyboru trzy trasy:
  Polska - Czechy - Austria - Słowenia - Chorwacja
2.       Polska- Czechy - Słowacja - Węgry - Chorwacja
3.       Polska- Słowacja - Węgry – Chorwacja
(Pssst. Ostatnia trasa wbrew pozorom nie musi być najkrótsza. )
| autostrada | droga | podróże | wakacje |



Jak to bywa w bajkach albo raczej w bajkowych grach musieliśmy najpierw zebrać monety w odpowiednich walutach, by móc później kupić winiety i bileciki na płatnych autostradach.
Czym są winiety? To okresowe naklejki dla dorosłych, które kupujemy w budkach przy granicy lub na stacjach benzynowych znajdujących się w kierunku przejścia granicznego. Następnie wpisujemy na naklejce i pokwitowaniu (w niektórych przypadkach tylko na pokwitowaniu) numer rejestracyjny, naklejamy w danym punkcie szyby (jest narysowany na odwrocie) i po takiej zabawie możemy legalnie jeździć po zagranicznych drogach.

auto | winieta | samochód | poradnik kierowcy



Nam przy każdym kupnie winiety (w tym roku trzech: czeskiej, austriackiej i słoweńskiej) towarzyszą wzmożone emocje, bo nie kupujemy ich w tych samych miejscach, bo bywa, że zagadujemy się, jedziemy autostradą na chilloucie i nagle przypomina nam się o winietach a doskonale wiemy, że ich brak wiąże się z surowym mandatem. W nawiasie wspomniałam o trzech winietach nie wymieniając Chorwacji, gdyż właśnie tam płacimy na bramkach za przejazd drogami szybkiego ruchu. Brzmi to może przerażająco, ale zapewniam, że wszystko dzieje się dosyć intuicyjnie, nie potrzebujemy do tego zaawansowanego poziomu języków obcych a przekraczanie granic, poznajemy po specyficznych daszkach wyrastających nagle na drodze.
Bywa, że jednak znajdzie się ktoś, kto zwróci na nas uwagę i poprosi o dokumenty.
Dla takich chwil zabieram dodatkowo nasze paszporty, które trzymam pod ręką wszystkie razem i podaję, by każdy z pasażerów nie szukał nagle nerwowo po kieszeniach, torebkach i innych saszetkach dowodu osobistego, tworząc w ten sposób gigantyczną kolejkę samochodów i niepotrzebne emocje.

Kawa | paszport | auto | podróż


Nie napisałam jeszcze czym się kierujemy jeżdżąc na urlop. Fajnie byłoby powiedzieć, że kierujemy się głownie sercem, ale nie oszukujmy się. To nie jest trasa 50 km, by znać na pamięć każdy zakręt i dziurę w asfalcie. To około 1500 km w jedną stronę i na szczęście dziury w drodze spotkaliśmy tylko te nasze polskie, do których jesteśmy przyzwyczajeni. W każdym razie trasę wyznacza nam Google Maps, bo dopasowuje się do naszych przystanków, wynajduje miejsca bez wpisywania dokładnego adresu (wielokrotnie wystarczy wpisać jedynie nazwę hotelu, restauracji, itp.), nie zacina się tak często jak inne nawigacje przez nas testowane i zna najwięcej dróg, co pozwala nam na omijanie korków i radzenie sobie z objazdami.




austria | wiedeń | droga | trasa



Tu krótka historyjka z morałem (być może morałem tylko dla nas, ale i tak Wam opowiem):
Jadąc autostradą z Chorwacji trafiliśmy na objazd, który wyprowadził nas na wiejskie dróżki. Granicę przekroczyliśmy bez żadnych oznakowań, po prostu nawigacja nas prowadziła i nagle jedna wioska chorwacka zamieniła się w inną wioskę należącą do terenów Słowenii. Straciliśmy zasięg w telefonach, na szczęście sygnał GPS dalej działał. W swoim telefonie próbowałam uporczywie znaleźć trasę, by potwierdzić drugim telefonem- drugą mapą, że jedziemy dobrze, bo sam asfalt położony między lasem a zieloną przepaścią na to nie wskazywał. Od czasu do czasu pojawiały się różne małe domki i ludzie przed nimi, ale bałam się co by było gdyby padł nam sygnał. Znajomość języka angielskiego nie pomogłaby za dużo w małej wiosce na Słowenii, gdzie średnia wieku ludzi, których mijaliśmy wynosiła powyżej 50 lat. Morał tej historyjki jest podwójny.
Po pierwsze: najlepsza trasa, to ta pobrana bezpośrednio na telefon a najlepiej na dwa.
Po drugie: gdyby tak wszystkie telefony padły i wszelkie technologie zawiodły, to pomógł by nam tylko cud… lub tradycyjna mapa.



praha | czechy | praga | wakacje | przewodnik

crossing borders | droga | auto | travel



Skoro jesteśmy już przy Słowenii, to powiem Wam, że znam ją tylko z tej naturalnej strony. Zatrzymaliśmy się na chwilę by zrobić postój (i żeby zrobić też kilka zdjęć) na malowniczej trasie między lasami i polami lawendowymi a delikatnie zalesionym wzgórzem.
Czyż to nie idealne miejsce na chwilę wytchnienia dla kierowcy i rozprostowanie kości dla pasażerów?
My postojów robimy sporo, to właśnie je uważamy za duży atut podróży samochodem. Drażni nas, gdy ktoś opowiada, że zrobił tę trasę na „jeden rzut”. Nie dlatego, że mamy swoją bajkę i swój gust… 1500 km pokonane bez większej przerwy jest nieodpowiedzialne. Mimo, że jesteśmy w bajce to nie jesteśmy superbohaterami, którzy są niezniszczalni i nie dotyczy ich zmęczenie czy dekoncentracja. Jak więc połączyć przyjemne z pożytecznym? My większe postoje staramy się planować we większych miastach, by mieć więcej możliwości i móc coś więcej zobaczyć. To, że sami sobie jesteśmy biurem turystycznym pozwala nam na zatrzymanie się w dowolnej chwili, czy to na potrzebę zdjęć, czy też na ludzkie potrzeby czy na łapanie chwili- w końcu to urlop, a nie restrykcyjny grafik pracy!

Mniej więcej w połowie trasy czyli blisko granicy czesko- austriackiej robimy postój z noclegiem. Do tego momentu mamy już za sobą kilka przerw w Polsce i kilka w Czechach na jedzenie, kawę i tankowanie . O, tu mam dla Was ciekawostkę! Jeśli w Polsce tankujecie na stacji Orlen to w Czechach będziecie zadowoleni ze stacji BENZINA, która należy do grupy Orlen i na której znajduję się stop Cafe. Co więcej, w ogóle z ekonomicznego punktu widzenia warto zatankować przed przekroczeniem granicy austriackiej. Najlepiej co najmniej 15 km, bo im bliżej granicy tym drożej, ale nawet jeśli Wam się zapomni to i tak lepiej w ogóle w Czechach.



benzina | orlen | czechy | paliwo

kawa | w drodze | benzina



Nie mam nic do Austrii, mało tego- kocham ich pola słonecznikowe, ale ceny przeliczone po obecnym kursie euro wypadają gorzej w porównaniu do cen czeskich po kursie czeskiej korony.
Czechy w ogóle są fajnym przystankiem. Nasz czas z noclegiem w Brnie, nie był typowo
turystycznym punktem podróży, ale był niewątpliwie smacznym i wygodnym miejscem odpoczynku (no i kolejnym punktem na mapie).
W tym miejscu przypominam delikatnie o tym, o czym mówiłam na Instagramie:
polecamy rezerwowanie bookingowych apartamentów (w trasie: z opcją śniadaniową).
Natura turystów budzi się w nas, gdy wstajemy wypoczęci następnego dnia. W Austrii punktem must be jest oczywiście Wiedeń.


słoneczniki | widoczki | malownicze pejzaże | austria




Krótka dygresja: To właśnie Wiedeń, a raczej mandat z wiedeńskiego parkingu z pierwszego wyjazdu dał mi nauczkę na wszelkie, większe postoje i wyjazdy, że lepiej jest znaleźć parking wielopoziomowy blisko ścisłego centrum i przejść max. 10 minut pieszo, niż wpisać jakiś punkt na starówce i jechać „w opór blisko”, bo „może jakoś się uda coś znaleźć”.

Tu- w stolicy Austrii, decydujemy się na odpoczynek, zachwyt budowlami, kupno kolorowych suvenirów, obiad i kawę. Jeśli na kawę nie mamy już miejsca w brzuszkach czy straciliśmy poczucie czasu a uwielbiamy kawę, to pijemy ją tworząc kolejny, krótszy przystanek na trasie. Jeśli jest to oczywiste- to super, bo staramy się pamiętać, że na wakacjach najważniejsi jesteśmy my, nasz komfort oraz bezpieczeństwo a nie jedynie szybki dojazd do celu i to staramy się podkreślać.



Oczywiście oprócz majestatycznego Wiednia, zachwycają nas małe domki między ogromnymi polami. Słowenia jak już napisałam wyżej, zachwyca nas swoją naturą. Znamy ją z tej zielonej strony, z upalnych postojów na zimne lody i oczywiście kawę… oraz z tego, że w jedną stronę jest już coraz więcej zachwytów i już blisko a w powrotnej drodze jest jeszcze blisko, jeszcze pięknie i jeszcze jeden dzień urlopu.






Dla nas droga na wakacje samochodem, to już wakacje! To chwile, w których staramy się myśleć tylko pozytywnie, dzielić się obowiązkami, poczuć luz i odkrywać świat.
Jeśli macie jakieś pytania, własne doświadczenia z podróży (tych małych i dużych), swoje rady, patenty czy komentarze piszcie do nas! Możecie pisać  tu niżej w komentarzu, we wiadomości na Facebooku, Instagramie lub też na maila dwietakiecom@gmail.com 

chorwacja | auto | trasa | podróż autem



  • Share:

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Podoba mi się ta bajka:-)A podróż tyle km nie jest bardzo męcząca? Kierowcę mieliście jednego czy się zmienialiście? Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! :) Dzięki częstym postojom i fajnej ekipie podróż nie jest tak męcząca, jakby się mogło wydawać :). Kierowcę mieliśmy jednego, doświadczonego i bardzo "zapalonego" do jazdy. Również pozdrawiam! -Asia.

      Usuń
  2. Super i mega ciekawie to wszystko jest opisane aż wrażenia chciałoby się z Tobą uczestniczyć w takim wyjeździe ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie nie planuję powiększać ekipy, hihi:). Ale polecam wybrać się samemu! W razie pytań jestem do dyspozycji, pozdrawiam :).

      Usuń
  3. Rewelacyjnie ujęte😍dokładnie tak było

    OdpowiedzUsuń
  4. A polecasz coś szczególnego do jedzienia? Tak po drodze ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Czechach polecam odwiedzaną przez nas co roku café Opera w Ołomuńcu, cafe&bar Point w Brnie oraz stop café na stacjach BENZINA. W Austrii we Wiedniu odwiedzamy McDonald's (mają w menu propozycje bezglutenowe i wegańskie) oraz bio piekarnię Waldherr (mają też kawę i punkty w miastach Eisenstadt i Graz). Na stacjach benzynowych w Austrii można spotkać punkty Starbucksa, jeśli ktoś lubi:). Jeśli chodzi o Słowenię to tam wybór miejsc był totalnie przypadkowy, przez to również zapomniany :).

      Usuń
  5. Współczuję kierowcy.

    OdpowiedzUsuń