ALA

Jak nie być piekielnym klientem?

By Alicja - grudnia 19, 2018





W tym roku miałam okazję spojrzeć na BLACK FRIDAY zarówno jako klientka jak i sprzedawca. To było coś! Byłam świadoma, że praca tego dnia jest dosyć intensywna, mówiąc delikatnie, ale to, co tam się działo przechodziło wszelkie wyobrażenia. To trochę tak jakby zebrać wszystkie rodzaje uciążliwych klientów i wrzucić na raz do jednego sklepu. W ciągu całego weekendu, a  nawet kilka dni po, zebrało się tyle historii, że postanowiłam opisać tu kilka z nich


KSIĘCIUNIU, DAŁOBY RADĘ TANIEJ?

Dzień dobry! Powiedziała klientka i rzuciła stos ubrań na kasę. Rzuciłam okiem i wiedziałam, że rachunek przekroczy tysiąc.  Wspomnę również, że w sklepie, w którym pracowałam, nie ma kart stałego klienta - jeśli jest jakaś zniżka to dla wszystkich, tego dnia jednak zniżki były jedynie na szaliki itp (Nic, co Pani planowała kupić). Podliczyłam wszystkie ubrania i na chwilę przed płaceniem usłyszałam: "A mogę mieć to -30% zniżki na wszystko z Black Friday? Byłam w piątek w szpitalu, nie mogłam!". Ostatkami sił powstrzymywałam się od parsknięcia śmiechem. Może za rok klienci będą przychodzić z usprawiedliwieniami? Only time will tell... Nie wiem kiedy to się stało i jak mi to umknęło, ale nie słyszałam nigdy o obowiązku organizacji promocji :D



KLIENT - SMERF MARUDA

Któregoś dnia tego intensywnego weekendu trafiłam na klientkę, która od momentu wejścia do sklepu narzekała na każdą możliwą rzecz. Klimatyzacja zła, ubrania brzydkie, wszystko niedobre. Zupełnie nic jej nie pasowało, mimo to przymierzyła mnóstwo rzeczy. Wypytała o skład każdej rzeczy i oburzyła się, że bluzka za 30zł jest z poliestru, a nie z jedwabiu. Wszystko skwitowała tekstem, że " w Ameryce kupi lepsze" i poszła przymierzać dalej. Na odchodne podeszła do mnie z pytaniem czy "W galerii x też mamy sklep Mango?" Nie muszę wspominać, że nie pracowałam w Mango, a to czy zrobi zakupy nie miało wpływu na moją pensję? :D


KRÓLOWA VENDETTY

Kilka dni przed promocją sklep odwiedzało mnóstwo osób aby dowiedzieć się czy coś w ten piątek u nas będzie. Zdarzali się też tacy, którzy masowo zwracali rzeczy aby następnego dnia kupić je taniej.  W listopadzie bycie cebulakiem osiąga szczyt. Zaczyna się od kombinowania nad Black Friday, a kończy walką o... karpia! Jedna z takich ciekawych osób pytała mnie 3 razy. Sama nie wiedziałam jaka będzie promocja. Właściciele sieciówki specjalnie trzymają pracowników w niepewności do ostatniej chwili aby zapobiec wyciekowi informacji. Gdy wytłumaczyłam Pani, że nie mam zielonego pojęcia - zostawiła wszystkie rzeczy w przebieralni, na ziemi, wszystkie przekręcone na lewą stronę. Mam nadzieję, że jej ulżyło. Ja z kolei miałam zajęcie na zabicie czasu.
 

KLIENTKA MIDAS

Trochę nawiązując do rodzaju wyżej, mogę wyróżnić klientki, które niczym Midas mają dar, że co dotkną to zamienią w... bałagan. To dokładnie ten rodzaj klientki, która wybierając jedną bluzkę ze stosu, leżącego na stole lub półce  w sklepie, rozwala 10 innych rzeczy i nigdy nie planuje tego poprawić. "Spadło, niech leży". Taka klientka trafia się zawsze na chwilę przed zamknięciem gdy wszystko jest wysprzątane i poukładane na następny dzień. Zwykle też te największe "bałaganiary" zachowują się jak największe damy. Jeśli zastanawiacie się, czemu mówię głównie o kobietach? W sklepie, w którym pracowałam były ubrania jedynie damskie. Mimo to jako wolny obserwator, samemu robiąc zakupy, zauważyłam, że mężczyźni zwykle zachowują większy porządek. Starają się odłożyć coś na miejsce, a gdy nie potrafią ułożyć tego odpowiednio - przepraszają. Z czasem zaczęłam zdawać sobie sprawę, że często pokazuje to nasz szacunek do pracy innych, szkoda, że tak często jego brak...


PRAWNIK AWANTURNIK

Nie bez powodu mówi się, że stajemy się coraz bardziej roszczeniowi. Coraz częściej zdarzają się klienci, którzy wszędzie szukają zapalnika do awantury zasłaniając się swoimi prawami (Które nie zawsze dobrze znają). Niektórzy klienci nie potrafią zrozumieć, że za ladą stoi drugi człowiek, tak samo zmęczony życiem jak on i niczemu nie winny. Trafił mi się raz klient, który z zamiarem zwrócenia rzeczy żony przyszedł do nas późnym wieczorem, planował zwrócić zamówienie o wartości ok. 1000zł. Nie miałam możliwości przyjąć zwrotu bo fizycznie nie miałam aż tyle gotówki w kasie. Ludzie o wiele częściej płacą kartą. Klient jednak nie zrozumiał. Zagroził rozpętaniem afery w internecie, trochę pokrzyczał, prawie nas wylegitymował i wyszedł. Bardzo łatwo jest rzucić kilka niemiłych słów w nerwowym momencie, realia bywają jednak takie, że krzykiem ciężko jest coś ugrać. Plusem tego zdecydowanie była zmiana w polityce zwrotów, która po wielu skargach wpłynęła do "góry" całej sieci. Szkoda, że wymagało to takiego krzyku na osoby niewinne.



Ja na ten moment pracę jako sprzedawca mam za sobą. Zdecydowałam się ruszyć po nowe doświadczenia, nowe wyzwania, mimo to wyniosłam z niej ogromny szacunek do osób, które dzień w dzień mają do czynienia z takimi piekielnymi przypadkami. Jeśli już mogę Was prosić, abyście wyciągnęli jakiś morał z mojego posta, to taki, byście w każdej osobie po drugiej stronie lady widzieli osobę taką jak Wy. Szanujcie pracę innych, niezależnie od myślenia "im za to płacą, szczególnie teraz w okresie świątecznym. Tak nie wiele, a jednak tak dużo.

-Ala. ♥

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze