5 MITÓW O INSTAGRAMIE, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ!

By Asia - października 30, 2018



1. „Jak to można tyle wrzucać? Przecież to zabiera większość czasu wolnego...życia trzeba nie mieć, żeby tyle wrzucać.”

Czy to fotka na Instastory, czy nowy post wrzucenie zdjęcia zajmuje moment! Szybka zabawa filtrami czy samym kontrastem, dodanie opisu z hasztagami i oznaczenie lokalizacji to dodatkowe trzy momenty.
Dużo więcej czasu zajmuje oglądanie Instagrama. Odświeżanie i przewijanie głównej czy też oglądanie na bieżąco relacji potrafi wciągnąć, tak bardzo, że można przejechać swój przystanek, przypalić obiad czy po prostu stracić pół godziny… czy też pół dnia.

2. „Coś Ty, jak sobie ustawisz nick niezwiązany z imieniem i nazwiskiem i nie klikniesz znajomych, że ich obserwujesz to jesteś praktycznie anonimowy. Możesz oglądać wszystko i stalkować ludzi niczym FBI!”

W internecie NIGDY nie da się być całkiem anonimowym. Można mieć nick odjechany w kosmos, nic nie wrzucać, nie dodawać lokalizacji, ale po serduszkach, komentarzach i followersach i tak ktoś ze znajomych może przypadkiem natrafić na nasze konto. Nie wspomnę już o tym, że żeby pobrać aplikację i się zarejestrować, zgadzamy się na wszystko i nasze dane wędrują sobie dzięki magicznym algorytmom w przestworzach internetów bez naszej kontroli, wiedzy i teges śmeges – wiecie o co chodzi.

3. „Na Facebooku to tak nie wrzucam wszystkiego, bo rodzina, pracodawcy, itp. ale Instagram to taki bezpieczniejszy jest, w końcu to tylko obrazki.”

Na Facebooku pamiętamy o „polityce prywatności”, na Instagramie mniej. Jest sporo kont prywatnych na IG, jednak zauroczeni nowymi obserwującymi, serduszkami płynącymi ze świata i całą otoczką tworzenia pięknych zdjęć zostawiamy nasz profil jako publiczny i wrzucamy więcej i więcej…więcej selfiaczków, widoczków, uśmieszków i brzuszków z wakacji. 
Kto, co lubi… nie oceniam, no bo nie ma w tym nic złego.
Tylko warto pamiętać, że oglądać nas może KAŻDY. I koleżanka z pracy, która nas nie chce oficjalnie obserwować i znajomy, który ogląda nasze konto na komputerze i… (dopowiedzcie sobie sami). Mało prawdopodobne? 
Prawdopodobne, ale okej- bardziej życiowo:
Jest chłopak. Chce obejrzeć ludzi z nowej grupy studenckiej. Zanim zdążył zobaczyć buziulkę przyszłej koleżanki na żywo, zdążył już obejrzeć jej pupkę w internecie.

4. „Co prawda nie widzieliśmy się dwa lata, ale tyle wrzuca na insta, że całe życie tam zobaczysz i dowiesz się wszystko na bieżąco bez jakiejkolwiek rozmowy.”

HA HA HA. Wybaczcie mi szczerość- ale ten numer to chyba mój ulubiony mit😂.

Dziewczyna wrzuca kolejne selfie, kolejną fotkę z wakacji, z zakupów, pracy, z imprezy i jakąś fotkę „with friends”. Nigdzie nie widać faceta ani opisu „My love”… ale to przecież nie znaczy, że wcale nie ma najwspanialszego #truelove na świecie. Można też zobaczyć zdjęcia kumpla, który wrzuca zdjęcia z konferencji, z uczelni, screenshoty wyników po treningu, brokuły, garnitury no i hasztag #smartcasual i już można pomyśleć, że przeszedł wielką metamorfozę. Można go też spotkać w tej samej bluzie- w której chodził 3 lata temu, w centrum handlowym, jak je hamburgera czy innego wieśmaka. I niby taki student pełną piersią… edit: klatą, a biedaczek zajada stresy związane z kolejną poprawką i wstydzi poprosić się o pomoc. A przecież nikt sam nie wyciągnie pomocnej dłoni, bo wie, że wielki pan radzi sobie sam.
Ta- dam!

5. „Bo on ma taką laskę i non stop gdzieś wyjeżdżają, jeżdżą i w ogóle. A ona, mówię Ci… cały czas zmalowana dziunia, tylko imprezy i litry alkoholu. A no i on ma audi, bo kierownicę widać na zdjęciach… a ja to ciągle tymi pociągami i autobusami.”

Ten numer jest tak groźny, jak wiara w to, że dzieci przynosi bocian. Pozwolę sobie powiedzieć coś, co na pewno wszyscy wiemy, ale nasze mózgi mogą o tym zapominać: Instagram a rzeczywistość to często dwie różne rzeczy. 
Nie tylko mężczyźni są wzrokowcami. Wszyscy nimi jesteśmy w jakiś sposób i w jakiś sposób się porównujemy z innymi- świadomie lub mniej świadomie. I po co? A te podróże to mogą być powroty do rodzinnego domku gdzieś w miejscowości, do której nic nie dojeżdża albo jedzie kilka godzin i to z przesiadką albo i trzema. Nic… oprócz własnego (czyt.: wyproszonego od rodziców), 18-letniego audi z dużym bagażnikiem na duże słoiki. Fotki z imprezy wrzuca się z tęsknoty za życiem towarzyskim na nudnym wykładzie, który trwa do 20, ale obecność jest obowiązkowa.
A do tego... (Naprawdę mogę tak długo, więc do puenty Asia, do puenty!)
Instagram to pokazanie tej piękniejszej części naszego życia, którą sami chcemy oglądać… bo przecież wolimy popatrzeć na małą czarną kieckę niż zmechacony dres, co nie? A dziunia? O dziuni dopowiedzcie sobie sami 😝.  
U wszystkich jest tak samo- życie nie jest tak słodkie i kolorowe jak kinderbal… 
ale zamiast wylewać na kogoś pomyje w internetach, za to że pokazuje tylko to, co ładne albo wylewać sobie za kołnierz, że moje życie nie jest takie cacy warto samemu zacząć tworzyć piękne momenty- nie tylko na Instagramie, ale i w życiu!

Hasztag peaceandlove czy jakoś tak...
i generalnie to chciałam Wam przekazać onlypositivevibes
Hi hi hi. 




Buziaki.



  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze